Prolog
Na mojej twarzy pojawił się grymas. Nie chciałam, żeby
odchodził.. A może chciałam ? Nie rozumiałam tego uczucia, było dziwne. Wolno
ruszyłam w stronę drzwi mijając go. Akurat wkładał swój telefon do kieszeni w kurtce.
Nacisnęłam klamkę, ale tak szybko jak je otworzyłam, tak szybko je zamknął…
Zdziwiona odwróciłam twarz w jego stronę. Jego oddech był nierówny,
klatka piersiowa widocznie unosiła się i opadała. Złapałam z nim wzrokowy
kontakt i od razu dostrzegłam jego rozszerzone źrenice.
Coraz zimniej..
Jego ciepła aura odeszła… Zbliżył się do mnie, lecz ja
użyłam swojego naturalnego refleksu (nie umiałam się wysłowić). Cofnęłam się. Nie sprawiało to na nim wrażenia. Mimo
wszystko byłam zaskoczona kiedy przycisnął mnie do drzwi. Mój oddech uwiązł mi w
gardle kiedy pożądliwie przybliżył swoje ciało do mojego. Uwięził mnie między
sobą, a drzwiami.
Rozdz. 1 :
Stukałam palcami w kierownicę czując, że poziom stresu we
mnie szybko się podniósł. Ulice były zakorkowane, a ja byłam spóźniona. Spóźniona.
Jak. Zwykle. Czasami naprawdę nie rozumiałam czemu wybrałam te pracę. Ale w
Batford nie ma z czego wybierać.. Przed tym jak weszłam do budynku zaparkowałam
mój samochód w moim „stałym” miejscu, obok kawiarni. Po tym jak weszłam do
budynku założyłam mój fartuch. Otworzyłam drzwi i szybko weszłam na zaplecze,
unikając klientów i mojego O Boże zmiłuj się szefa. Przeczesałam moją grzywkę na
twarz licząc, że mnie nie rozpozna.
- Re !
Wzdrygnęłam się i zacisnęłam oczy. Zamarłam w pół kroku i
sapnęłam pod nosem, słysząc zbliżające się ku mnie kroki. Byłam już tak blisko.
Jeden z klientów podarował mi sympatyczne spojrzenie na co ja uśmiechnęłam się.
Świetnie. Nawet oni mi współczuli..
- Witaj Ted. – wymamrotałam, przenosząc spojrzenie i
wyszczerzyłam się. Mój uśmiech mówił : Tak ! Kocham codziennie wstawać o godz.
6.30 tylko po to, aby uniknąć korków” Teraz skończyły mi się wakacje. Będę
musiała wstawać wcześniej. Dobrze ukryłam moje zdenerwowanie, ale Ted wiedział
jak mnie wkurzyć (dosł. Nacisnąć właściwy guzik)
- Spóźniłaś się – Zaczął swoją oczywistą „pogawędkę” – Znowu
! – Gdyby nie to jego gniewne, permanentne spojrzenie byłby całkiem
przystojny.. Ale nie. Ciągle musiał mieć
ten zabójczy wzrok rujnujący uroczy uśmiech. Miał 21 lat. Był w moim wieku, ale
mimo tego zawsze patrzył na mnie z wyższością.
Są czasem dni w których miły i uprzejmy.. Ale nie dziś Byliśmy y
przyjaciółmi, ale jego tendencja wyższości ją popsuła i wiecie co dalej. Ta konfrontacja
nie odbywała się pierwszy raz, a poza tym nigdy nie lubił niespodzianek. Cholerny
dzieciuch..
- Wiem, że się spóźniłam, ale były straszne korki. Przepra-
Ted pokręcił głową. Przerywając w pół zdania moją wymówkę.
-To nie jest wymówka Re.. – przeniosłam ciężar ciała na drugą
nogę i założyłam rękę na biodrze.
-Dziś to ty zamykasz
- Co ? Przecież miałam skończyć wcześniej !
- Hmm.. Może to powstrzyma cię od kolejnego spóźnienia. – uśmiechnął
się do mnie. Przewróciłam oczami, kiedy ruszył w stronę zaplecza. Odeszłam w
przeciwnym kierunku kiedy Ted zatrzymał się i odwrócił w moją stronę jakby
zapomniał mi o czymś powiedzieć.
- Przypomnę tylko, że dziś kończymy o 20.00, a nie o 17.00. –
jeszcze przed tym kiedy się odwrócił powiedział – Czemu nie obsłużysz twojego
ulubionego klienta Grahama ? Czekał na ciebie. – Mrugnął do mnie, wiedział jak
bardzo tego nie lubię.. Odwrócił się wyszedł, zostawiając ze mną swój gniew
(nie wiedziałam jak inaczej napisać. xd) Znienawidziłam go teraz. Czemu zamyka
tak późno ? Czemu on musi być taki
skomplikowany (?!) ?
Oddychaj Re, Oddychaj.